WESTERN FUN - niekończąca się zabawa na dzikim zachodzie

Western Fun

O Western Fun Barbie pisałam już wcześniej KLIK. Z sentymentu poświęciłam jej pierwszego posta na tym blogu. Przybliżając postać Kowbojki, chciałam również przedstawić jej przyjaciół z Dzikiego Zachodu oraz wyprodukowane do tej serii dodatki. Gdy zaczęłam jednak przeglądać Internet w poszukiwaniu odpowiednich zdjęć, ogrom gadżetów z Westernu zaskoczył mnie na tyle, że postanowiłam poświęcić im osobny temat. Część z nich pamiętałam z dzieciństwa z katalogów Mattel, ale było jeszcze całe mnóstwo takich, o których nie miałam zielonego pojęcia. Barbie nie była bowiem sama na dzikim zachodzie. Towarzyszył jej Ken, który już sam w sobie był ciekawą postacią. Wersja produkowana na rynek amerykański nie posiadała kapelusza, w odróżnieniu od tej wypuszczonej w Europie - zaopatrzonej w fioletowe nakrycie głowy pasujące idealnie do kurtki Kena.


Napis na pudełku głosił, że Kowboj wyznacza nowe trendy w modzie, co patrząc na jego strój, brzmi dla mnie teraz nieco przerażająco ;) W skład ekipy z Westernu wchodziły także Nia, która uznana została za pierwszą lalkę typu Native American oraz Christie. Ta pierwsza miała przepiękny strój, dopracowany w każdym calu, który niezmiennie mnie zachwyca, natomiast jej koleżanka z serii AA została potraktowana troszkę po macoszemu. Jej ubranie i dodatki są identyczne jak u Barbie, nie różnią się niestety żadnym, nawet najmniejszym detalem. 


Na dzikim zachodzie nie zabrakło także najlepszego przyjaciela człowieka, czyli psa. Tu wybór producentów padł na rasę Collie. 


Czworonóg, jak wynika ze zdjęcia na opakowaniu, był wyposażony w kapelusz i narzutę z frędzlami, wykonaną z tego samego materiału co spódnica Barbie. Dodatkowo na zbliżeniu widać, iż Barbie ze zdjęcia, mimo identycznego stroju, to nie Suncharm Barbie. Inny jest malunek oka i kolor szminki. Naszyjnik, pierścionek i kolczyki panny z obrazka też odbiegają od tych, które lalka posiada w rzeczywistości. Ta wpadka firmy Matell powtarza się również na innych opakowaniach z tej serii. Rzeczonego psa widziałam już kilkakrotnie na aukcjach internetowych, i przyznam szczerze, że bardzo kusiło mnie by go nabyć, mimo iż  jest on w sumie troszkę dziwaczny. Póki co jednak jestem twarda i sztywno trzymam się ram swojego zbioru, w którym nie ma miejsca na zwierzęta. Nie skusił  mnie więc także koń z westernu, ale doceniam jego wykonanie. W odróżnieniu od obecnie produkowanych (różowych jednorożców), wygląda bardzo realistycznie i ma mnóstwo naprawdę ciekawych dodatków.


Oprócz dwu i czteronożnych przyjaciół Barbie, Mattel zaproponował także swoim małym klientom sześć różnych playsetów. Samochód terenowy z zestawem grillowym, wielofunkcyjny dom na kółkach, namiot dla całej ekipy wraz z potrzebnymi dodatkami, dwupoziomową willę, butik i zestaw do barbecue. 


 

 

Na koniec, by w szafie Western Fun Barbie nie zagościła nuda, Mattel przygotował kilka kompletów ubrań. Ja znalazłam w sieci cztery, bardzo kolorowe zestawy.


Mam nadzieję, że któregoś dnia trafią do mojej kolekcji. Kowbojka zasługuje bowiem na odrobinę luksusu na emeryturze.


Źródło zdjęć: pinterest.com, ebay.com, google.pl

3 komentarze:

  1. rumak jak rumak
    ale psinka mnie
    mocno zaciekawiła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kudłaty pies Western Fun to chyba jedyny tak włochaty zwierzak Barbie w historii Mattela.

      Usuń
  2. Christie to tak na prawdę nie Christie tylko Barbie AA. Dlatego mają takie same stroje. ;) ot taka poprawnosc polityczna Mattela. Żeby nikt nie zarzucil, że ma miejsce dyskryminacja czarnej wersji Barbie, obie lalki zawsze ubierane są identycznie. Rezultat jest taki, że "Christie" nosi kolory, które nie zawsze pasują do jej karnacji, bo stroje jak mniemam zawsze projektowane są pod blond wersję. :D trochę to zakłamane.
    A z całej tej serii intereauje mnie tylko Nia. :) ale nie pogardziłabym żadną z lal, bo wszystkie są urodziwe i godnie reprezentują swoją dekadę. ;)

    OdpowiedzUsuń