STARA-NOWA Peaches 'n Cream Barbie

Peaches 'n Cream Barbie #7926

Peaches 'n Cream Barbie była jedną z pierwszych opisanych przeze mnie lalek na blogu. Post jej poświęcony powstał we wrześniu 2016 roku <KLIK>. Lalkę nabyłam na naszym rodzimym portalu aukcyjnym w bardzo korzystnej cenie. Dałam za nią całe 40 zł, a oprócz samej Barbie w świetnym stanie (bez ubytków w makijażu czy rootowaniu włosów i ciałkiem praktycznie nie noszącym śladów użytkowania), otrzymałam także komplet biżuterii w postaci kolczyków i pierścionka oraz oryginalną sukienkę. Brzoskwinka miała na sobie także buty, jednak nie były one tymi, w których lalka występowała w zapudełkowanej wersji, ale mimo wszystko współgrały z całością. Chociaż Peaches 'n Cream nie była nigdy na mojej liście marzeń, a po prostu mi się trafiła, jakimś cudem, po każdej reorganizacji w kolekcji, siada na honorowym miejscu na półce z Barbioszkami. Uważam, że nie bez powodu z resztą, bo od początku prezentowała się naprawdę zacnie. Przeglądając systematycznie oferty sprzedaży na różnych portalach, zawsze pamiętałam o brakujących elementach jej garderoby i mimochodem rozglądałam się za nimi. Pod koniec zeszłego roku dopisało mi szczęścia. Przy okazji zakupu innych akcesoriów dla moich panien, natrafiłam na aukcję sukni i boa oraz naszyjnika z diamencikami identycznego, jak nosiła Peaches 'n Cream. Cóż było począć kliknąłem licytuj i teraz panna wygląda tak...

SŁODKOŚCI - Peaches 'n Cream Barbie

Peaches 'n Cream Barbie #7926

Peaches 'n Cream Barbie, czyli słodkości od Mattela. Brzoskwinie, bita śmietana, miód, pąki róż i fiołki. To wszystko przychodzi mi na myśl, gdy patrzę na moją laleczkę. Wyprodukowana w 1984 roku, na rynku pojawiła się w roku 1985. Mimo, iż przybyła do mnie jako ostatnia, a w kolejce na sesję i notkę czeka kilkanaście jej koleżanek, nie mogłam się powstrzymać i zmieniłam ustaloną wcześniej kolejność. Sama nie wiem, co mnie w niej tak urzekło. Zwłaszcza, że gdy ujrzałam ją po raz pierwszy, na jednym z blogów, nie przypadła mi do gustu. Jej twarz wydawała mi się taka wystraszona, zdziwiona, chyba za sprawą malunku oka. Kiedy więc pojawiła się na naszym rodzimym portalu aukcyjnym, długo wahałam się nim przystąpiłam do licytacji. Im dłużej jednak patrzyłam na jej zdjęcia, tym bardziej pragnęłam ją mieć. Aukcji niestety nie wygrałam, ale postanowiłam, że jakoś ją zdobędę. Czekałam, obserwowałam i w końcu się pojawiła u tego samego sprzedawcy. Była w jeszcze lepszym stanie niż poprzednia, za niższą cenę i w opcji kup teraz. Od razu kliknąłem i po kilka dniach była w moich rękach. Zafundowałam jej małe spa, uprałam i uprasowałam ubranko. Następnie uszyłam z czerwonej wstążki nowy pasek, a na koniec zajęłam się ułożeniem fryzury. Tak odświeżona stanęła przed moim obiektywem i była niezwykle wdzięczną modelką.